KRS: 0000462235 | info@kociawyspa.org

Fredy


Melka


Melka należy do tych kotów, które od początku mają trudniej. Ona i jej siostrzyczka – znalezione na działkach, są dużo mniejsze niż inne koty i wyróżniają je sterczące kręgosłupy i podatność na choroby. Najpierw pogorszył się stan siostrzyczki – u kotki rozwinął się FIP, ale zareagowała na leczenie. Kilka dni temu Melka przestała jeść. Badania wskazały również na FIP, ale u niej leki nie zadziałały tak szybko, a jej stan w ciągu dwóch dni stał się agonalny. W dniu wczorajszym apelowaliśmy o transport z Rzeszowa do Stalowej Woli. Melka umierała, a mogła ją uratować tylko krew. Nikt z Was nie chciałby patrzeć jak umiera kot w wyniku skrajnej anemii. Krew nie transportuje już tlenu, więc zwierzak powoli się dusi.

Krew przyjechała w ostatnim momencie, lecz samo przetaczanie było dla niej i dla nas straszne. Pojawiły się wymioty, zwiększona duszność. Myśleliśmy o humanitarnej eutanazji, przed czym powstrzymała nas nasza cudowna Pani Doktor. Kilka godzin później Melka poczuła się lepiej, lecz nadal jest bardzo bardzo słaba. Nie wiemy co będzie dalej…musi na pewno zostać w szpitaliku, dostawać leki i witaminy. Możliwe, że będzie potrzebowała kolejnej transfuzji. Bardzo prosimy o jakiekolwiek wsparcie. To już kolejny kotek w złym stanie w ostatnim czasie.

Kotka długo dochodziła do siebie. Od zawsze ona i jej siostrzyczka były słabsze niż inne koty. Pochodzą z działek gdzie jako małe kociaki głodowały i nigdy nie nabrała siły i odporności.

Teraz Melka jest nie do poznania. Grubiutka i zadowolona z życia. Właśnie kończy leczenie i dołączy do grona ozdrowieńców ❤️

Fenix


Kilka dni temu ogłaszaliśmy zbiórkę, na kotka będącego pod opieką prywatnych osób. Kotek z ranami postrzałowymi, śrutem w gałce ocznej oraz kręgosłupie, z postępującym niewładem tylnych łap.
Ogłosiliśmy, zachwalając prywatne osoby, że nie zrzucają ciężaru ratowania kotka na fundację tylko działają i chcieliśmy, aby zbiórka na leczenie się powiodła.
Niestety, coś poszło bardzo nie tak…
Po tygodniu dotarła do nas wiadomość, że kotek jest przetrzymywany w transporterku, że żadna lecznica nie chce go zabrać (chyba już na całe leczenie i wielomiesięczną rehabilitację, więc raczej nie jest to dziwne) i że pani u której kotek przebywa, zamierza go wypuścić, aby w takim stanie sobie żył na wolności.
Nie chcemy oceniać tego postępowania, bo nie znamy ani motywacji, ani też wszystkich faktów związanych z tą sytuacją, ale skoro kotek nie otrzymywał nawet leków przeciwbólowych, a niedowład był postępujący, musieliśmy działać.
Zażądaliśmy odebrania kota z miejsca gdzie przebywał i pilne przewiezienie go do szpitalika przez nas wskazanego. Cała kwota ze zbiórki założonej przez prywatną osobę, została nam przelana i dzięki temu kocurek otrzymał pierwszą pomoc.
Niestety, tydzień w transporterku, w tragicznych warunkach sanitarnych, zaowocowały stanem krytycznym. Zakażenia od śrutu, odparzenia brzuszka, łap i miejsca pod ogonkiem od ciągłego przebywania na własnym moczu, fatalny stan psychiczny, wywołany życiem w zamknięciu i bólu przez tydzień…
Weterynarze zalecili humanitarną eutanazję. Uznali, że ratunek jest spóźniony o kilka dni.
Właściwie decyzja była już podjęta, ale coś w nas wszystkich pękło. Skoro są jakieś środki zebrane to może przynajmniej spróbować? Oczywiście zebrana kwota to kropla w morzu, ale eutanazję można wykonać w przypadku niepowodzenia operacji.
Tak, czy inaczej – Fenix chce żyć! Mruczy, ugniata, przytula się. W końcu nie jest zamknięty, w końcu dostał leki przeciwbólowe.
Pytanie do Was…czy wspólnie walczymy o niego?
Kocurek jest już po operacji. Nawet profesorowie nie chcieli się podjąć ratowania go, a wspaniali lekarze z Przychodnia Weterynaryjna ProVet, kilka godzin stali przy stole operacyjnym, aby usunąć wszystkie odłamki z kręgosłupa oraz amputować gałkę oczną.
Na tą chwilę kocurek czuje się dobrze, a operację można uznać za udaną.
Czy będzie chodził? Nadal nie wiemy.
Na pewno potrzebna będzie długa rehabilitacja. Czucie jest niestety tylko w jednej łapce, co jest wynikiem zbyt długiej zwłoki w udzieleniu mu pomocy. W drugiej tylnej łapce czucie jest, ale słabe.
To jest dopiero początek jego drogi do zdrowia.
Czeka go teraz długa hospitalizacja i wielomiesięczna rehabilitacja 🙂
Ile to się nie zrobi dla tego pięknego zielonego oczka i ugniatających łapek ❤
Dzieją się cuda!!!!
Fenix zaczyna odzyskiwać czucie w łapce, w której nie było go wcale!!!!
Omawiane były już nawet kwestie ewentualnej amputacji za jakiś czas, a tu proszę 🙂 Odrobina wiary w kota i trochę więcej wiedzy i serca lekarzy z Przychodnia Weterynaryjna ProVet i kot się naprawia ❤
Przed nim jeszcze bardzo długa droga, ale jego pełne wdzięczności mruczenie naprawdę daje wszystkim kopa do walki o jego zdrowie.
Pomyśleć, że nawet profesorowie z kliniki nie chcieli się podjąć…
Kocurek jest już u nas w kociarni i codziennie dbamy o niego i go rehabilitujemy.
Wydaje się być zadowolony z życia i zrelaksowany, a tak naprawdę przecież o to nam chodzi 💕
Fenix pozdrawia wszystkich swoich fanów 😘 W przyszłym tygodniu czeka go amputacja jednej tylnej łapki, która nie odzyskała czucia…
Mamy nadzieję, że zabieg ułatwi mu poruszanie się.
Kocurek jest niepełnosprawny do dziś. Nie ma jednego oczka, a w pewnym momencie musieliśmy amputować jedną tylną łapkę. Bardzo mu przeszkadzała, tym bardziej, że druga łapka, też nie jest w pełni sprawna.
Kocurek niestety nie kontroluje też oddawania moczu i kału.
Właśnie zamówiliśmy dla niego specjalne pieluszki, aby nieco ułatwić i jego i nasze życie…
Zdajemy sobie sprawę, że fundacja będzie jego domem już do końca życia. Takich kotów jak on nikt nie chce 😢
Tymczasem Feniks jest tak dzielny i zaradny, że nauczył się wskakiwać na parapet. Nie mamy zielonego pojęcia jak to robi, ale może kiedyś uda nam się go przyłapać 😉

Fluffy


Nasz malutki Bałwanek, jest kotkiem nie do końca oswojonym. Zamieszkiwał razem z mamusią okolice oczka w Stalowej Woli, gdzie przed zimnem i deszczem chroniło je pudełko owinięte w worek na śmieci. W końcu, karmicielce udało się złapać oba kotki i zabezpieczyć przed zimą w kociarni. Kotek jest u nas od dwóch miesięcy i w końcu zaczyna przełamywać strach i bawić się, jak przystało na kociątko ❤️ Teraz najlepszy byłby dla niego prawdziwy dom i opiekunowie, którzy poświęciliby mu więcej czasu i uwagi.

Toluś