Szarlotka
Kotka którą widzicie to nie dzikusek…to domowa kotka, która została wyrzucona jak śmieć na działki w Stalowej Woli. Błąkała się przez trzy tygodnie, lecz wcześniej nikt nam jej nie zgłosił.
Takie domowe kotki, nie potrafią sobie poradzić…znaleźć schronienia, zdobyć pożywienia… Nie potrafią postawić się innym kotom, kiedy są przeganiane, jako intruz. Ona taka była…w zimne noce siedziała skulona pod krzaczkiem i zjadała po kotach resztki ![]()
Kiedy się o niej dowiedzieliśmy, była już bardzo chora. Nie jadła od kilku dni, a zniknęła na dwa ostatnie.
Nasze wolontariuszki, udały się z karmicielką na poszukiwania i na szczęście udało się ją złapać. W ostatniej chwili…za dwa trzy dni, już by jej na tym świecie nie było.
Spędziła dzień w lecznicy, ale nie pozwoliła przy sobie nic zrobić. Jest przerażona, ale też odwodniona i zainfekowana tak, że nie jest w stanie jeść.
Na chwilkę zabraliśmy ją do nas, żeby troszkę ją uspokoić i spróbować podkarmić strzykawką. Jak się okazuje, dużym problemem jest ogromna nadżerka na języku, co wskazuje na możliwą przyczynę choroby – kalicywirus.
Sami nie damy rady jej leczyć. Ona potrzebuje hospitalizacji z prawdziwego zdarzenia, która jest bardzo kosztowna i nie zawsze możemy ją zapewnić kolejnym kotom.
Ta kotka została skrzywdzona przez człowieka – kogoś, kto teraz zapewne w cieple i otoczeniu bliskich, przygotowuje się do świąt. Jak duże musi być odcięcie emocjonalne od czynionej krzywdy…jak wiele w ludziach nieuświadomionego zła?
Dlaczego jako gatunek jesteśmy tak podli i okrutni?
Mamy nadzieję, że wspólnie staniemy po drugiej stronie i naprawimy to, co inny człowiek wyrządził.

Syriusz
Nasz nowy czarny nabytek jest po prostu zachwycający ![]()
Łagodny, kochający…a wzięty na ręce, wręcz wtapia się w człowieka.
Został nam zgłoszony z terenu stalowowolskich działek, a jak okazało się w lecznicy, był już wcześniej kastrowany. Musiał mieć w przeszłości dom i swoich ludzi.
Daliśmy mu na imię Syriusz i szukamy mu wspaniałego domu.
Kocurek może być jedynakiem, ponieważ dla niego, najważniejszy jest człowiek
Oreo
Dostaliśmy właśnie zgłoszenie o małej kociej kruszynce znalezionej na wsi. Maluszek został zaatakowany przez psa i trafił do lecznicy z naderwaną łapką i pogruchotanymi kośćmi. Osoba, która je przyniosła nie ma kompletnie możliwości odpowiedniego zajęcia się maluszkiem w tak ciężkim stanie. Nie chcemy nawet myśleć, jak przerażone i cierpiące musiało być to kocie dziecko, czekając na pomoc.
W chwili obecnej, jesteśmy tak przeciążeni, że w przypadku większości zgłoszeń odmawiamy. Tu jednak nikt się maluchem nie zajmie…a ten wymaga operacji (amputacji łapki, która jest nie do uratowania, a jedynie sprawia kociakowi ból i grozi zakażeniem całego organizmu), hospitalizacji i długiego leczenia.
Obecnie kociak został zoperowany, łapka amputowana.
Gienio
Felek





















Samael



